Stokrotka Magazyn

Święta jak za dawnych lat

Święta jak za dawnych lat

Czekamy na nie cały rok, a gdy już nadchodzą, zdarza nam się narzekać na brak świątecznej atmosfery, powszechną komercjalizację i zwycięstwo konsumpcji nad duchowością. Jak wyglądały święta kilkanaście bądź kilkadziesiąt lat temu? I czy aby na pewno wszystkie świąteczne zwyczaje przypadłyby nam obecnie do gustu?

Czas porządków

Do wieczerzy wigilijnej należało się odpowiednio przygotować. Izba musiała być gruntownie uprzątnięta, a porządki wykonywało się według ściśle określonych zasad. Pokój zamiatano od progu pod stół, aby wraz z kurzem i okruchami nie wyrzucić również… szczęścia. Na wsi znoszono do domu snopki siana, które stawiano w różnych częściach pomieszczenia, co miało zagwarantować pomyślne plony na przyszły rok. Nogi stołu owijano łańcuchami, by nie uciekło z niego pożywienie, a tym samym – dobrobyt.

Wigilijne drzewko

Choinka pojawiała się nie wcześniej, niż w dzień wigilii. Przyczyna bywała zaskakująco prozaiczna – świerkowe drzewko zajmowało po prostu sporo miejsca w izbie i przeszkadzałoby w wykonywaniu codziennych obowiązków. W niektórych regionach zawieszano pod sufitem podłaźniczkę (lub połąźniczkę), czyli czubek jodły lub samą jej gałąź. Przystrajano ją jabłkami, orzechami, ozdobami ze słomy, bibuły i papieru. Symbolizowała wieczne życie, a domownikom zapewniała zdrowie, pomyślność i bogactwo.

Popularną dekoracją były anielskie włosy – cienkie, długie, lśniące nici, w kolorze srebra bądź złota. Co ciekawe, obecnie znów zyskują na popularności i coraz częściej można je spotkać w aranżacjach choinek w efektownym stylu glamour. Na drzewku musiały też znaleźć się samodzielnie wykonane ozdoby i zabaweczki – ze słomy lub kolorowej bibuły. Oprócz tego zawieszano na nim cukierki, własnoręcznie wypiekane pierniczki, orzechy włoskie i małe jabłuszka. Na gałązkach układano watę, która miała imitować śnieg, a na szczycie mocowano anioła ze szkła. Choinka nie mogła obyć się bez światła. Blask zapewniały prawdziwe świeczki, umieszczane na specjalnych stojakach.

Światy to ozdoby wykonywane z opłatka. Wycinano pojedyncze płatki i sklejano je w trójwymiarową kulę, zwykle za pomocą… śliny.

Zgodnie z zasadami

Wigilijna kolacja obwarowana była przesądami, których wypadało solennie przestrzegać. Jeden z nich głosił, że kto do wieczerzy usiądzie brudny i w nieporządnych ubraniach, tego szczęście będzie omijać szerokim łukiem. Podzielano też przekonanie, że sen z wigilijnej nocy sprawdzi się w ciągu najbliższego roku. Po spożytym posiłku zabronione było porządkowanie stołu – pozostawiono na nim napoczęte dania, a nawet… donoszono kieliszki z wódką. Wierzono bowiem, że gdy zapadnie mrok, w domowe progi zawitają zmarłe dusze, aby się posilić i napić. Zakończenie wieczerzy było wyczekiwanym momentem wytchnienia dla gospodyni. Jak głosił zwyczaj, przez cały wieczór nie wolno jej było odpocząć, a jej zadaniem było stałe krzątanie się wokół stołu i dbanie o rodzinę oraz zaproszonych gości. Gdy kolacja dobiegła końca, wszyscy chłopcy z rodziny sięgali po leżące na stole łyżki, chwytali w rękę garnek i wybiegali na podwórze, uderzając łyżką o blaszane naczynie. Następnie nasłuchiwali czujnie, z której strony rozlegało się szczekanie psa. Stamtąd bowiem miała nadejść ich przyszła żona.

W wielu regionach – m.in. na Kresach czy Zamojszczyźnie – opłatek przed podzieleniem maczano w miodzie. Cel takiego zabiegu wyjaśnia powiedzenie: „Opłatek z miodem nie umorzy głodem”.

Hej, kolęda!

W pierwszy i drugi dzień świąt po domach chodzili kolędnicy. Dzielili się na dwie grupy. Bracia – czyli młodzi mężczyźni, świeżo po ożenku – nie wchodzili do izby, w odróżnieniu od kawalerów. Ci drudzy przybywali kolędować pod domy swoich dziewcząt i narzeczonych, gdzie oferowano im poczęstunek. Kwoty pieniężne, uzyskane za wokalne popisy, obie grupy przeznaczały w całości na datki dla kościoła. Kolędnicy zabierali ze sobą podłaźniczkę, którą przekazywali gospodarzom na znak pomyślności. Stąd też określano ich czasami właśnie jako „podłaźników” lub „połaźników”.

Po Bożym Narodzeniu następowały tzw. Święte Wieczory, trwające do Nowego Roku, a czasem aż do Trzech Króli. W tym czasie, gdy zapadał zmrok, zakazane było wykonywanie ciężkich prac, pranie, szycie, sprzątanie i pieczenie. Tak czekano na ostatni dzień roku i sylwestrową zabawę.

Komentarz pojawi się po zatwierdzeniu go przez redakcję.